05.12.2013

Odkrycie, którego wolałabym wcale nie odkrywać...

Co tu dużo mówić, zima idzie, zwierzęta zmieniają futra na zimowe, samochody zmieniają opony na zimowe a ludzie? Ludzie zmieniają warstwę tłuszczu na zimową. Niestety, taka zimowa natura i nic tu człowieku nie poradzisz. Pomyślałam jednak, że ja zmienię moją zimową naturę i właśnie będę się ruszać na świeżym powietrzu i spalać kalorie. Pomyślałam, że rzucę wyzwanie naturze i stanę do walki. I co? Wyszłam na kijki, przeszłam cztery kilometry, po czym się rozchorowałam i wylądowałam na L4. Taki ze mnie cherlak. Tak oto zawojowałam, że trzeba było leżeć przez kilka dni w łóżku. Już jestem zdrowa, ale z wiernym katarem, który za żadne skarby nie chce mnie opuścić. Wyszukuję w sieci i w pamięci sposobów na podniesienie odporności, jem rzeczy, które wyglądają tak, że sama siebie muszę przekonywać, że są smaczne i liczę na to, że w końcu przestanę się przeziębiać. Jeśli macie sprawdzone sposoby na wzmocnienie, to chętnie przyjmę Wasze rady.

27.11.2013

Takie to właśnie umiem robić niespodzianki

Dzień dobry:)

wygląda jakby mnie tu wcale nie było, ale ja jestem, myślami. W myślach to tak szyję, że nici fruwają i iskry lecą spod maszyny. A w rzeczywistości zajmuję się wszystkim innym. Trochę skurodomowiałam, więcej gotuję, zmywam, piorę, prasuję i sprzątam. Chyba godzę się powoli z tym, że samo się nie zrobi i nie mogę udawać, że tego nie widzę. Wymyśliłam mnóstwo fajnych rzeczy na prezenty gwiazdkowe i żyję nadzieją, że uda mi się je zrealizować. Ważne, że wiem, co chcę dać. To już pierwszy krok do sukcesu. Ale więcej nie powiem, bo a nóż znowu Mama zajrzy przy kawie, żeby zobaczyć, co tam córka ostatnio uszyła i wszystko się wyda. Pamiętacie, jak ostatnio przeżywałam, że jadę na weekend do rodziców i mam niespodziankę - pokrowce na taborety i że się zastanawiam, czy się domownikom materiał spodoba? No to wchodzę do domu, jeszcze kurtki nie zdjęłam, jeszcze w butach stoję i z torebką w ręku, a tu otwierają się drzwi od kuchni i Mama mówi: "Sylwuś, bardzo mi się podobają, bardzo, są przepiękne!" Ja oczywiście nie załapałam, że Mama była na blogu, więc pytam, o co chodzi. A Mama zdziwiona: "Jak to? No pokrowce!" Tak to mi się właśnie niespodzianka udała. Ale muszę Wam powiedzieć, że jak założyłam je na taborety, to naprawdę byłam z siebie dumna. Forma idealnie leży, a wzór pięknie komponuje się z kolorami mebli, podłogi, zasłon i ścian. Czyli właściwie ze wszystkim. Rzadko jestem tak zadowolona z tego, co uszyję, dlatego tak się nimi cieszę. Zdjęcia wstawię, tylko oczywiście nie wiem, kiedy.

Bardzo mi miło, że ze mną jesteście, mimo moich długich nieobecności. I serdecznie witam nowych gości. Kawy? Herbaty? Może coś mocniejszego?;) Usiądźcie i rozgośćcie się:)

25.10.2013

Jesiennie i domowo

Ja to widzę tak, że jeśli nie będę robiła wszystkiego na raty, to nie zrobię nic. Bo zacznę i później nie wystarcza mi sił, żeby skończyć. Już się przekonałam. Tak jest i z szyciem i z gotowaniem i ze sprzątaniem. Codziennie robię jeden etap i dzięki temu posuwam się naprzód. I z pisaniem bloga też będę chyba musiała tak zrobić. Bo prawie nigdy nie mam tyle czasu i sił, żeby usiąść i napisać wszystko od początku do końca, wkleić zdjęcia i sprawdzić, czy wszystko ma ręce i nogi. Dlatego doszłam do wniosku, że najpierw będę pisać - pierwsza rata, a później będę wklejać zdjęcia - druga rata. Sprawdzanie rąk i nóg sobie odpuszczę i nie potraktuję go jako trzeciej raty, tylko dokleję do drugiej. No to piszę:

Byłam w weekend w domu i niestety zaraz po powrocie się rozchorowałam i znów przeleżałam 3 dni, pocąc się jak szczur. Ale taki rasowy szczur pociciel, nie taki udawany. Trzy razy dziennie się przebierałam, aż mi piżam nie wytarczyło i trzeba było się pocić w tym, co zostało. W środę o godzinie 14:00 uroczyście ogłosiłam koniec chorowania, bo szczerze mówiąc, bolały mnie już kości od leżenia dzień i noc w łóżku. Ale przynajmniej naczytałam się książek do syta, na co nie mam na co dzień czasu. Czytać można, leżąc w łóżku, więc idealnie pasowało.

Dzieciaczki bardzo podrosły i bardzo się zmieniły. Są takie doroślejsze, o ile można tak w ogóle powiedzieć o dzieciach:) Wituś nie chce być już przez nikogo brany na ręce, tylko przez swoją mamę. Ja nie wiem, jak on to rozpoznaje, że siedzi u kogoś innego. Jak tylko go wezmę, to się wypręża z całych sił na wszystkie strony i najchętniej by uciekł (jakby mógł). Ale nie mógł, więc go pokojowo oddawałam jego mamie, co by uniknąć większej awantury. Dzielnie nosi pieluszkę, którą mu uszyłam i ma wielką frajdę z tych za długich rzepów, które specjalnie zostawiłam, żeby siostra przycięła na wymiar brzuszka. Jak się mu założy pieluszkę, to od razu zabiera się za te rzepy i próbuje je rozpracować. Ciągnie, szarpie, ale one się nie rozpinają. I tak walczy, aż się zmęczy. No tego bym nie przewidziała. Dzieci chyba w ogóle są nieprzewidywalne. I do tego wyszły mu na dole dwa zęby!!! Taka niespodzianka:) Na razie tylko przebiły się przez dziąsła i widać dwie białe plamki, ale już są:)

A spódniczka dla Lilki okazała się dużo za duża. Tak czułam, że siostra jakoś krzywo zmierzyła, bo jakoś mi nie pasowało, żeby takie małe dziecko miało taki obwód pasa. No ale zdałam się na jej pomiary i dzięki temu Lilka będzie miała spódniczkę na lato w przyszłym roku:) A jaka ona kochana, taka śliczna i dziewczęca. I tak dużo mówi. Najbardziej się rozgaduje, jak ktoś coś opowiada. Trochę jakby chciała go naśladować. Tak śmiesznie to wygląda:)

Pokrowce na taborety bardzo się mamie spodobały i bardzo się z nich ucieszyła. Właściwie to podobały się wszystkim i stwierdzili, że idealnie pasują do kuchni. Zdjęcia oczywiście zrobiłam, ale czekają jeszcze cierpliwie w aparacie, aż je ściągnę i załaduję na bloga. A z tym może być na razie problem, bo popsuł mi się komputer i prawie nie reaguje na to, co się od niego chce. Jest już bardzo stary i wysłużony, wiele razy był formatowany i chyba trzeba będzie kupić nowy. A tyle razem prześliśmy, tyle lat, całe studia, tyle prac na nim napisałam, w tym licencjat i magisterkę. Szkoda mi się z nim rozstawać i ciągle daję mu ostatnią szansę. Tylko od jakiegoś czasu przestał je wykorzystywać:) Biedaczek.

A od rodziców dostałam pyszne soki, dżemy, jajka, wino domowej roboty i pół wielkiej dyni. Wydrukowałam sobie wczoraj chyba z sześć różnych przepisów na zupę dyniową i myślałam, że mi tej dyni wystarczy, żeby wypróbować wszystkie. A tu się okazało, że pół dyni poszło do zupy. Mogłam jednak wziąć całą, ale kto by pomyślał, że tak będzie. Pierwszy raz gotowałam dyniową zupę. Teraz będę wiedziała, ile brać;) A ta dynia taka piękna, że nie mogłam się na nią napatrzeć. Aż szkoda było kroić. Taka pięknie pomarańczowa, naturalna, zdrowa, złoto jesieni. Dzisiaj zjem ją na obiad:)

Życzę Wam miłego piątku! Piątki to takie fajne dni:) Jak ja się jutro wyśpię...:)))
Gorąco Was pozdrawiam i nie dajcie się żadnym chorobom!
:)

18.10.2013

Pokrowce na taborety

Dzień dobry!

chciałam tylko wejść na chwilę, dać znak życia i napomknąć, że tyle się ostatnio dzieje, że nie mam czasu usiąść do pisania. Nazbierało się kilka zaległych postów i mam nadzieję, że po trochę uda mi się je napisać. Codziennie łudziłam się, że dzisiaj to na pewno usiądę do komputera. Jeszcze tylko zrobię zakupy, wstawię pranie, poskładam suche sprzed dwóch dni, wyprasuję sobie ubrania na jutro i pojeżdżę rowerkiem. I co, zawsze się okazywało, że wypadało coś, co wcale nie było zaplanowane, typu nagle dostaję miskę pigwy i robię z niej przetwory. Za to do szycia usiadłam i bardzo chętnie Wam pokażę, co uszyłam.

Miałam pracowity weekend i uszyłam dwie piłki z metkami dla maluchów - Witka i Leny. Miała powstać jeszcze trzecia, dla Lilki, ale ponieważ piłki płatały straszne figle i nie chciały dać się uszyć, to ostatecznie wystarczyło mi sił i cierpliwości tylko na dwie. No cóż, Lilka dostanie swoją w późniejszym terminie. Piłki zasługują na oddzielnego posta, bo dużo o nich pisania. Planuję też zrobić o nich tutorial, bo uszyłam ich w końcu ponad 3 i nauczyłam się na błędach baardzo dużo. Myślę, że może Wam się przydać kilka fajnych rad. Poza tym postanowiłam trochę zmienić charakter bloga i potraktować go również trochę jako notatnik - wrzucać notatki, które tworzę po uszytych projektach, żeby mieć wszystko w jednym miejscu, móc w każdej chwili do tego zajrzeć i przypomnieć sobie, czego mam unikać, szyjąc drugi raz z tej samej formy. A przy okazji może przyda się ta wiedza komuś, kto chciałby uszyć coś podobnego. O ile łatwiej się szyje, kiedy szlak jest już przetarty;)

Dzisiaj pokażę Wam pokrowce na taborety, które uszyłam jakiś czas temu z materiału zakupionego za kilka złotych w lumpeksie i będącego w poprzednim życiu zasłoną. Bardzo mi się spodobał wzór, oryginalny, ciekawy i ciepły - w sam raz na jesienne chłody. Trochę taki indyjski. Myślę, że idealnie będzie pasował do wnętrza kuchni mojej Mamy, bo jest tam dużo koloru żółtego, pomarańczowego i różnych odcieni brązu. Mama pokrowców jeszcze nie widziała, ale jutro się do niej wybieram, więc zobaczę, jak się prezentują na taboretach. Materiał wygląda tak:

 





 Formę odrysowałam od starego pokrowca i wyrównałam, żeby była symetryczna:


Kiedyś uszyłam pokrowce z kwadratu i po założeniu na taboret bardzo się marszczyły na rogach. To był błąd. Teraz zrobiłam zaokrąglone i mam nadzieję, że będą się lepiej prezentować.




A tak wygląda pokrowiec przed zszyciem i wpuszczeniem gumki:




Po samym zszyciu nie ma sensu go pokazywać, bo dużej różnicy nie ma, a po wpuszczeniu gumki nic nie widać, bo się wszystko zwija w kłębek. Jak zrobię zdjęcia w kuchni, to tu dorzucę.

Pa pa:))))

11.10.2013

Pieluszka do szerokiego pieluszkowania

Moi Drodzy,

witam Was serdecznie w ten uroczy dzień o jeszcze bardziej uroczej nazwie piątek:) Jestem już po pracy, pranie mi się pierze, a ja zabieram się do uszycia niespodziankowej maskotki dla mojej chrześnicy, toteż za wiele o tym napisać nie mogę;) Mam za sobą kolejny szalony tydzień, który minął jak z bata strzelił, ale zanim minął, uszyłam w sobotę coś, co chciałabym Wam pokazać. Jest to pieluszka do szerokiego pieluszkowania, która z samą funkcją pieluszki nie ma nic wspólnego, ale jakoś trzeba to nazywać. Siostra dała cynk, że Witusiowi by się przydało, że lekarz zalecił profilaktycznie i że widziała coś podobnego w sieci. No to się poszło do Bławatka, kupiło flaneli od razu dla Leny i Lilki i się uszyło. Ci którzy mają dzieci, pewnie wiedzą, o co chodzi z szerokim pieluszkowaniem. Innym powiem w skrócie, że trzeba tak założyć dziecku pieluszkę, żeby nogi nie miały szans na spotkanie. I wtedy podobno biodra będą zdrowe, a nogi proste. Tyle wiem. Mam nadzieję, że nic nie pokręciłam, bo teraz zwątpiłam, czy te proste nogi też miały być zasługą pieluszki.

Pieluszkę, którą uszyłam, zakłada się normalnie na pampersa i ubranie, a że jest z flaneli, można ją bez problemu prać. Wczoraj ją wysłałam, więc jeszcze nie mam relacji, czy dobra, czy Wituś zaakceptował i czy pieluszka spełnia swoje zadanie.

Uszyłam ją z 8. warstw flaneli, popikowałam (niestety nie zawsze równo, bo mnie wzór mylił) i przyszyłam długie rzepy. Jak się przymierzy i zapnie, to będzie można je skrócić. Z za krótkich nie dałoby się zrobić długich;) Prostokąt ma wymiary 22cm x 50cm. I właśnie teraz, przeglądając zdjęcia, zauważyłam, ze popełniłam jeden wielki błąd, przed którym przestrzegają wszystkie gazety krawieckie - wzór kwiatów z łodygami jest do góry łodygami. Nie wiem, jak ja mogłam tego nie zauważyć. Tyle się napikowałam i nic nie widziałam. Musiałam być chyba bardzo zmęczona.

Pieluszka wygląda tak: (na wygniecioną kapę nie patrzcie;))

 







A może podzielicie się ze mną Waszymi doświadczeniami odnośnie pieluszkowania? :)

Gorąco Was pozdrawiam i życzę duuuużo jesiennego ciepła!

magnolienrinde

07.10.2013

Polecam

Nie napiszę, że polecam ciekawy wykład, bo skojarzy Wam się ze studiami, a nie każdemu studia kojarzą się dobrze. Nie napiszę też, że facet mądrze mówi i warto go posłuchać, bo ci, którzy nie lubią nikogo słuchać, na pewno nie klikną i całość zignorują.

Napiszę tylko, że koleżanka poleciła mi posłuchać kogoś, kto potrafi dotrzeć do człowieka prostymi słowami i skłonić do myślenia. A później do działania, do zmian. Mi te zmiany były bardzo potrzebne. Przestałam dusić w sobie marzenia i cieszyć się, że je mam. Teraz cieszę się, że je spełniam.

Zachęcam Was do posłuchania Jacka Walkiewicza: Pełna moc możliwości.
 
 
 
Miłego poniedziałku:)
magnolienrinde

28.09.2013

Wituś z Czieburaszką

Kochani,

wczoraj wieczorem dostałam od siostry zdjęcia Witusia z zabawką, którą dla niego uszyłam. Bardzo się uśmiałam, jak je obejrzałam. Widać, że mu się podoba i podobno tak ją miętoli i z nią wariuje, że Czieburaszka ma już naderwaną głowę i będzie potrzebowała "pomocy medycznej";) I bardzo dobrze, o to chodziło. Niech się chłopak nacieszy i nawet wygryzie dziury;) Zęby idą, niech zabawka pomaga. A mi jest tak miło, że coś, co uszyłam się komuś przydaje, że go cieszy i pomaga. Takie chwile uskrzydlają i dodają energii do dalszego tworzenia:))))




A tu moje ulubione - wyglądają jakby oglądali razem jakiś straszny film i Wituś zakrywa Czieburaszce oczy, żeby się nie bała, ale trochę pozwala jej podglądać:)




Życzę Wam miłej soboty:)

magnolienrinde

27.09.2013

Spódniczka dla Lilki

Witam Was serdecznie:)

bardzo dziękuję za miłe słowa, wsparcie w chorobie i przede wszystkim za towarzystwo. Jest mi bardzo miło, że zaglądacie, komentujecie i po prostu jesteście ze mną:)

W poniedziałek i wtorek byłam w pracy i niestety jeszcze bardziej się rozchorowałam. Od środy na l4 i antybiotyku, ale jest już lepiej i siły wracają. Pokażę Wam spódniczkę, którą uszyłam dla mojej siostrzenicy. Szyłam na raty, jak jeszcze byłam zdrowa. Jednego dnia zrobiłam wykrój, innego zszyłam, a kolejnego wpuściłam gumkę. Nie wiem, czy nie będzie za duża, tzn. za długa, bo nie mam jeszcze takiej wyobraźni, jak długa powinna być spódniczka dla 4-miesięcznej dziewczynki, ale najwyżej będzie na później. Ona tak szybko rośnie, nie mogę się połapać, szok. Lilka ma teraz w pasie 50 cm, ja uszyłam na 56cm. Materiał kupiłam wprawdzie na zabawki, ale tak strasznie mi się podoba, że wykorzystałam część na spódniczkę. Zapraszam do obejrzenia:

Tutaj na trochę pogniecionym tle:






Do środka wpuściłam okrągłą gumkę i zrobiłam dziurkę, którą obszyłam i przez którą będzie można wyciągać gumkę i regulować jej długość, jak tylko Lilce urośnie brzuszek:

 




Jak Wam się podoba?

Pozdrawiam serdecznie już nie z bolącym gardłem:)

magnolienrinde


20.09.2013

Pod kołdrą

Wreszcie przyszedł piątek, a ja się rozchorowałam:( Zatoki zawalone, głowa pęka, nos czerwony jak u renifera Rudolfa. Jestem w domu i się wygrzewam. Rozpaliłam w kominku (zapachowym) i wdycham olejek eukaliptusowy w nadziei, że przegoni katar. Tak bym sobie poszyła, ale słaba jestem i nie wysiedzę. Zaczęłam więc oglądać zdjęcia dla poprawy nastroju i znalazłam kilka z połowy sierpnia, z odwiedzin Lilki. Pojechaliśmy do zoo, żeby spędzić miło czas, a Lilka całą wyprawę przespała, więc pewnie nie uwierzy, jak jej powiemy, że tam była:) Lilka miała wtedy 2 miesiące. Ciekawa jestem, czy takie małe dziecko (gdyby nie spało) miałoby z takiej wyprawy jakąś radochę, czy raczej męczyłoby się i czekało na koniec. Bo dorośli to wiadomo, wszystko rozumieją, zaglądają, podziwiają i cieszą się. A jak to odbiera takie małe dziecko? Nie wiem...

Chcę Wam pokazać kilka zdjęć z naszej wycieczki i przyznać, że za każdym razem, jak jestem w zoo, to cieszę się jak małe dziecko. Jak byłam mała, to mieszkałam w bardzo małej miejscowości, nie mieliśmy samochodu i nie było możliwości pojechania do zoo. I dlatego teraz, jako stary koń jeżdżę, kiedy tylko mam okazję. Strasznie mnie to cieszy:)

Zoo, w którym byliśmy, jest w Mostkach niedaleko Świebodzina. Jeśli będziecie mieli okazję, to gorąco polecam to miejsce. A tu kilka zwierząt, które zrobiło na mnie największe wrażenie:

Biały jeleń (który od razu skojarzył mi się z moim ulubionym mydłem do rąk) był niespotykanie spokojny i stał jak posąg. Ruszał tylko na boki głową. A poroże było pokryte jakby zamszem. Niesamowity widok i aż chciało się tego poroża dotknąć, pogłaskać, pomacać, czy gładkie. Było przepiękne, sami zobaczcie:



A to szkockie włochate krowy, które wyglądają jak krzyżówka spaniela ze świnką morską. Trochę jak takie wielkie maskotki, nie? Niesamowite, że mają takie długie włosy. Moja babcia miała krowę, więc sam widok krowy nie robi na mnie wrażenia, ale babcia miała czarno-białą krowę i jakby to powiedzieć bez futra;)


 


 A tu kozica, której rogi wyglądały jak dwa karbowane pręty:


I mój ulubieniec - zebroid, czyli krzyżówka konia z zebrą. Pocieszny, prawda? Na stałe ma ubrane skarpety w paski;)


A na zakończenie przesyłam Wam piękną sierpniową tęczę, żebyście byli zdrowi i mogli hasać po dworze i żeby choroby omijały Was szerokim łukiem!

Miłego piątku:)




18.09.2013

Serwetki

Chciałabym Wam pokazać serwetki, które udało mi się upolować jakiś miesiąc temu. Jedna jest troszkę podniszczona na rogach, ale haft tak bardzo mi się podobał, że nie mogłam się im oprzeć. Moim marzeniem jest posiadanie dużego kuchennego stołu, na którym wszystko by się mieściło, a przede wszystkim koszyczek z serwetką i chlebem. I myślę, że te serwetki idealnie pasują do mojej wizji. Tak bardzo podoba mi się haft krzyżykowy. Ciekawe, kto je wyhaftował:)







Gorąco Was pozdrawiam:)

17.09.2013

Kartki i wycinanki

Poszłam do Empiku po kartkę na chrzciny Lilki i co kupiłam? Świecznik ceramiczny, papierki do muffinów, książkę o robieniu kartek i w końcu samą kartkę.

I zaczynam się zastanawiać, na ile moje zakupy pokrywają się z moimi rzeczywistymi potrzebami. Bo na przykład taki świecznik, jest przepiękny, aż miło na niego popatrzeć, ale w domu mam już 2 inne... Czy muszę mieć trzeci tylko dlatego, że jest piękny?Albo papierki do muffinów? Różowe w białe kropeczki, przepiękne, słodkie papierki, do tego przecenione. Ale kiedy ostatnio piekłam muffiny? Ledwo znajduję czas na szycie, a co dopiero na pieczenie. Czy ja się nie łudzę, że je upiekę, bo mam papierki? A książka o robieniu kartek? Kilka lat temu kupiłam papier, dziurkacze, stemple itp. z zamiarem rozpoczęcia domowej produkcji na potrzeby własne. I ile kartek zrobiłam od tamtej pory? Dwie. I to jeszcze namordowałam się, bo nie miałam pomysłu, jak to wszystko ze sobą połączyć, żeby było ładnie i nie pstrokato. Obejrzałam książkę, tam jest mnóstwo pomysłów, ale czy znajdę czas, żeby do tych kartek usiąść? Wychodziłam ze sklepu zadowolona, a zanim dojechałam do domu, tyle myśli przebiegło przez moją głowę, że zwątpiłam, czy dobrze zrobiłam.

Sama książka jest super i można zrobić śliczne kartki. Tylko trzeba usiąść i zacząć robić...
Pokażę Wam okładkę i spis treści, być może kogoś zainteresuje:






Ta kartka najbardziej mi się podoba. Można zrobić taki kartkowy tort i wysłać np. przyjacielowi, który bardzo daleko mieszka. To prawie tak, jakby się z nim zjadło torta przy stole;)

 
 
 
Gorąco Was pozdrawiam!

12.09.2013

Czieburaszka

Nie wiem, czy ktoś z Was pamięta radziecką bajkę o prawdziwej przyjaźni, której głównymi bohaterami byli Krokodyl Giena i stworek Czieburaszka (na polski tłumaczony jako Kiwaczek). Ja tej bajki jako dziecko nie oglądałam, nie puszczano jej już w telewizji. Poznałam ją kilka lat temu jako stary koń, dzięki komuś, kto jako jeszcze starszy koń bardzo ją lubił i wracał do niej z dużym sentymentem.

Czieburaszka jest taka słodka, że można się w niej od razu zakochać. Ja zakochałam się, kiedy ją pierwszy raz zobaczyłam. Tak strasznie chciałam ją przytulić i pocieszyć. Myślę, że to dobra bajka, ma bardzo pozytywne przesłanie, uczy wrażliwości i szacunku do innych.

Kiedy byłam w domu, wspomniałam siostrze o Czieburaszce, ale jej nie znała. Obejrzała więc na you toubie i teraz jest zachwycona. Bo jak tu nie lubić tego małego słodziaka? Od tej pory mówi na Witusia "Czieburaszka", bo twierdzi, że podobny:)

No to ja tę Czieburaszkę uszyłam. Może nie wyszła idealna, może ją trzeba będzie przy następnym modelu lekko zmodyfikować, ale jest i można ją pokochać. Będzie prezentem dla Witusia. W piątek po pracy jadę do domu, więc odwiedzę dzieciaczki. Już nie mogę się doczekać, aż zobaczę jego reakcję. Przez cały czas, gdy szyłam, myślałam, jaką zrobi minę - czy się wystraszy, czy uśmiechnie od ucha do ucha:) I jest to pierwsza zabawka edukacyjna, jaką w życiu uszyłam. Uszy ma wypchane papierkami po cukierkach, dzieki czemu bardzo szeleszczą, a w brzuszku ma schowane jajko po kinder niespodziance z kilkoma koralikami, dzięki czemu grzechocze, jak się nią potrząsa. Jestem bardzo dumna, że w końcu udało mi się zrealizować mój szyciowy, edukacyjny plan. Mam już kolejne pomysły na zabawki edukacyjne, tym razem dla Leny i Lilki:) A tutaj kilka zdjęć Czieburaszki:













A tu kilka zdjęć z etapów tworzenia. Kolory wyglądają inaczej, bo szyłam wieczorem przy sztucznym świetle:






A tutaj możecie zobaczyć zdjęcia Witusia z Czieburaszką. Miłego oglądania:)

Gorąco Was pozdrawiam!

magnolienrinde :)