Dziękuję Wam serdecznie za miłe słowa. Ja też ogromnie się cieszę, że jestem już zdrowa, bo bardzo się wycierpiałam i marzyłam o tym, żeby w końcu wrócić do "normalnego" życia. Wróciłam do pracy, pełna energii i zapału do działania i mnie zwolnili. Tak po prostu, na wejściu. Nie pozostaje mi nic innego, jak poszukać pozytywnych stron tej sytuacji, bo przecież się nie załamię. Skoro wygrałam z tak ciężką chorobą, to jestem w stanie przejść wszystko. Choć oczywiście nie jest mi łatwo.
Postanowiłam m.in. więcej działać szyciowo i wykorzystać czas na rzeczy, na które przez ostatnie pół roku nie miałam zdrowia. Ból nie pozwalał siedzieć przy maszynie, więc zdaje się, że uszyłam tylko jedną zabawkę - małpkę dla Leny. Kotek powstał, kiedy doszłam do sił. Teraz będę więcej szyć i więcej tutaj pisać. Mam w sobie bardzo dużo energii twórczej i gdzieś to muszę wykorzystać;) hehe
Gorąco Was pozdrawiam!
11.02.2015
9.02.2015
Kotek dla Lilki
Kochani!
Uszyłam go z tego samego wykroju, co małpkę dla Leny. Wykrój jest do pobrania tutaj. Wystarczy kliknąć na małpkę. Zmieniłam tylko uszy i buzię, żeby wyglądał bardziej na kota. No i podobnie jak małpka miał być dziewczynką w spódniczce, ale nie zdążyłam już tej spódniczki uszyć. Szyłam go i pakowałam się na wariackich papierach, bo wyjazd był spontanem. Myślę, że jeszcze się tej spódniczki doczeka;) Ciocia wróci. A mój czarodziejski kufer był tak wielką atrakcją, że przyćmił samego kotka. Jak ta walizka fantastycznie się otwierała i zamykała i ile zamków, za które można łapać i w nieskończoność je rozpinać i zapinać. I w ogóle można z niej ciągle coś wyciągać i z powrotem wkładać. Takie świetne zabawy. O wiele więcej możliwości, niż taki kot;) Jak już wyjęłyśmy wszystko, co przywiozłam w ramach "darów", to Lilka chciała wyciągać moje skarpetki i majtki. Były zapakowane w osobnych foliówkach, a to dodatkowa atrakcja! Dzieci są niemożliwe. Nie nadążam za nimi z moim umysłem dorosłego;)
piszę, jakbym chciała, a nie mogła. Ciągle coś i od ostatniego posta minęły już prawie dwa miesiące. Masakra. W każdym razie w końcu mam dla Was dobre wieści, bo duuużo się działo i jestem już zdrowa! Jestem przeszczęśliwa z tego powodu i czuję jakbym dostała nowe życie:)
Ostatnio uszyłam takiego oto kotka dla córeczki mojej siostry, Lilianki (18 miesięcy). Poleciałam z nim do Anglii, bo siostra tam teraz mieszka. Otworzyłam moją czerwoną walizkę, niczym czarodziejski kufer pełen skarbów i wręczyłam Liliance zabawkę. Zrobiła wielkie oczy, uśmiechnęła się od ucha do ucha i powiedziała z zadowoleniem "Miau". Później kotka wyściskała, wycałowała, a na koniec walnęła nim o podłogę, żeby nie było mu za przyjemnie i żeby się opamiętał;) Na szczęście po jakimś czasie wrócił do jej łask i się nim bawiła. Tylko jakoś ten ogon jej nie pasował. Oglądała go i pewnie się dziwiła, po co mu trzecia noga na plecach. Siostrze kotek tak się spodobał, że powiedziała, że jak Lilianka nie będzie widziała, to go schowa gdzieś wysoko, żeby mała nie mogła go zniszczyć, bo chce mieć pamiątkę. Ale się uśmiałam. Zabroniłam jej oczywiście. Ma być miętolony, mechacony i brudzony buzią po jedzeniu:)
Uszyłam go z tego samego wykroju, co małpkę dla Leny. Wykrój jest do pobrania tutaj. Wystarczy kliknąć na małpkę. Zmieniłam tylko uszy i buzię, żeby wyglądał bardziej na kota. No i podobnie jak małpka miał być dziewczynką w spódniczce, ale nie zdążyłam już tej spódniczki uszyć. Szyłam go i pakowałam się na wariackich papierach, bo wyjazd był spontanem. Myślę, że jeszcze się tej spódniczki doczeka;) Ciocia wróci. A mój czarodziejski kufer był tak wielką atrakcją, że przyćmił samego kotka. Jak ta walizka fantastycznie się otwierała i zamykała i ile zamków, za które można łapać i w nieskończoność je rozpinać i zapinać. I w ogóle można z niej ciągle coś wyciągać i z powrotem wkładać. Takie świetne zabawy. O wiele więcej możliwości, niż taki kot;) Jak już wyjęłyśmy wszystko, co przywiozłam w ramach "darów", to Lilka chciała wyciągać moje skarpetki i majtki. Były zapakowane w osobnych foliówkach, a to dodatkowa atrakcja! Dzieci są niemożliwe. Nie nadążam za nimi z moim umysłem dorosłego;)
Gorąco Was pozdrawiam i życzę miłego wieczoru :)
24.12.2014
Wigilijna siła
Witam Was bardzo gorąco:) Jest mi bardzo miło, że podobają Wam się moje hafty. To takie nieśmiałe, pierwsze kroki, ale przynajmniej technika, którą można wykorzystać w łóżku. U mnie zdrowotnie nadal nienajlepiej. Był kolejny pobyt w szpitalu, zabieg, komplikacje i ból, który nadal się ciągnie. Kolejny stan zapalny, kolejne leki. Ale najważniejsze, że nie tracę nadziei, że to wszystko minie i będzie dobrze. I tak jest dobrze, bo zawsze mogłoby być gorzej, więc nie narzekajmy. Od dwóch dni mam siłę wstać z łóżka, więc Bogu dzięki! Bałam się, że na święta nie będę w stanie pojechać do rodziny, a to by było straszne. Wigilia mi daje siłę na cały rok. To tak magiczny moment, że zawsze przy pobieraniu krwi albo przy wkłuwaniu węflonu myślę właśnie o wigilii. I w myślach widzę, jak siedzimy wszyscy przy stole nad parującym barszczem z uszkami i każdy wystrojony i uważa, żeby się nie pochlapać. A na policzkach wypieki od gorącego barszczu i emocji:) To są chwile, dla których warto żyć. Dziękuję Bogu, że mam kochającą rodzinę, która daje mi tyle siły. Mam ogromne szczęście:)))
A piszę po to, żeby Wam złożyć świąteczne życzenia, choć pewnie większość z Was szaleje teraz gdzieś w kuchni i nie wie, w co ręce włożyć i czy się wyrobi do wigilii. Ja mam przerwę, bo ból nie pozwala więcej zrobić. Siedzę na poduszce elektrycznej, nastawionej na 3, podpiekam sobie tyłek i rozkoszuję się tym gorącem. Tak dobrze rozgrzewa mój biedny obolały brzuch.
Z okazji Świąt chciałabym Wam życzyć miłości, zdrowia, powodzenia, wsparcia od bliskich i dalekich, a przede wszystkim siły. Siły ducha, ciała i umysłu, która pozwoli Wam przetrwać wszystkie chwile. Te dobre i te złe. I żeby te święta były pełne spokoju, radości i przyjemności.
Gorące, piernikowo-świerkowe pozdrowienia!
A piszę po to, żeby Wam złożyć świąteczne życzenia, choć pewnie większość z Was szaleje teraz gdzieś w kuchni i nie wie, w co ręce włożyć i czy się wyrobi do wigilii. Ja mam przerwę, bo ból nie pozwala więcej zrobić. Siedzę na poduszce elektrycznej, nastawionej na 3, podpiekam sobie tyłek i rozkoszuję się tym gorącem. Tak dobrze rozgrzewa mój biedny obolały brzuch.
Z okazji Świąt chciałabym Wam życzyć miłości, zdrowia, powodzenia, wsparcia od bliskich i dalekich, a przede wszystkim siły. Siły ducha, ciała i umysłu, która pozwoli Wam przetrwać wszystkie chwile. Te dobre i te złe. I żeby te święta były pełne spokoju, radości i przyjemności.
Gorące, piernikowo-świerkowe pozdrowienia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)