12.04.2013

Owce styczniowe

Na pół przytomna wrzucam zdjęcia styczniowych owieczek. Całotygodniowe zmęczenie daje się we znaki i oczy same się zamykają, ale damy radę!:) Owieczki uszyłam krótko przed zmianą pracy, ale nie miałam chwili, żeby je spokojnie obfotografować. A jak już mi się udało, to nie miałam czasu, żeby umieścić zdjęcia. Ale w końcu są! Różowe powędrowały do dwóch uroczych Gabrysi, a niebieską pakuję jutro z dwoma innymi i wysyłam do nowego domu. Mam nadzieję, że im się tam spodoba:)
Wygląda na to, że "baca" wraca do dawnej formy;))) Haha

Życzę Wam spokojnej nocy, pięknego snu, który będziecie rano pamiętali i przebudzenia w promieniach słońca! Dobranoc:)































8.04.2013

Zagubiona w akcji wraca do życia! :)

Kochani! Mam Wam tyle do opowiedzenia, że nawet nie wiem, od czego zacząć:) Może od początku;) Już się tłumaczę, gdzie się podziewałam tyle czasu i dlaczego nie pisałam. Otóż nagle, niespodziewanie i zupełnie nieplanowanie zmieniłam pracę i to pierwszy raz nie ja szukałam pracy, a praca znalazła mnie. Oferta bardzo dobra, więc długo się nie zastanawiałam. A że praca w innych godzinach, niż poprzednio, daleko od domu, a nie po sąsiedzku, jak poprzednio, to zupełnie wywróciła do góry nogami całą moją organizację dnia. I nie nadążałam praktycznie z niczym. Ani z gotowaniem, ani praniem, prasowaniem, a tym bardziej z szyciem. Wszystkie konieczne czynności wypełniały ten niewielki skrawek czasu, jaki zostawał po powrocie z pracy i nie było szans, żeby spokojnie usiąść i coś uszyć. Szczerze mówiąc, byłam nawet trochę podłamana, bo jak tu żyć, jak nie można znaleźć chwili na to, co się kocha. Jak widać, na przeorganizowanie wszystkich spraw potrzebowałam dwóch miesięcy, bo tak naprawdę dopiero teraz mogę powiedzieć, że wychodzę na prostą. W weekend udało mi się stworzyć prawie 3 owieczki. Prawie, bo trzecia czeka jeszcze na doszycie rączek i uszu, ale jest dobrze! Tak się cieszę, że znów wszystko wraca do normy. Jak tylko je sfotografuję, wrzucę zdjęcia na bloga. Teraz jest więcej światła, więc w końcu zdjęcia będą pewnie wychodziły lepsze.

Muszę Wam powiedzieć, że w życiu bym nie pomyślała, że mimo tak długiej nieobecności, ktoś jeszcze do mnie zagląda. Jest mi tak miło, przemiło:) I bardzo Wam dziękuję, bo to dla mnie ogromnie ważne. Jesteście wierni jak prawdziwi przyjaciele! Dziękuję:* I bardzo gorąco witam nowe osoby, które dołączyły do grona obserwujących. Mam nadzieję, że się Wam u mnie spodoba i zagościcie na dłużej.

I muszę się pochwalić, że udało mi się spotkać na żywo z jedną super Blogerką, Moniką z Domu za końcem świata. Od dawna obserwowałam i podziwiałam rzeczy, które tworzy, a okazało się, że mieszkamy w tym samym mieście, więc pewnego razu umówiłyśmy się na kawę. Była straszna pogoda, lało jak z cebra. Monika przyjechała ze swoją przesłodką córeczką, tak śliczną, że można by ciągle na nią patrzeć i aż sama buzia się uśmiecha. Tak pogodne, radosne dziecko:) I krążyłyśmy od kafejki do kafejki w tym deszczu, bo albo był gdzieś remont albo zamknięte. Początek trochę pechowy, ale jak już usiadłyśmy i zaczęłyśmy rozmawiać, to jakby czas stanął w miejscu. Okazało się, że studiowałyśmy na tej samej uczelni i w ogóle mamy wiele wspólnego. Cały czas jesteśmy w kontakcie. Fajnie jest spotkać bratnią duszę!:)

Gorąco Was pozdrawiam i życzę wiosny, bo tego nam chyba najbardziej potrzeba!

1.02.2013

Dla tych, którzy boją się wody

A mnie trochę nie było i mam mnóstwo zaległości w czytaniu blogów. Na liście czytelniczej widzę tyle postów, że zakasam rękawy i biorę się do czytania. A już się tłumaczę, dlaczego mnie nie było. Powodów jest wiele, ale skupię się na jednym, bo może się to komuś przyda.

Zapisałam się na zajęcia z pływania i co drugi dzień musiałam jeździć na basen. Nie to, że nie umiem wcale pływać. Umiem, tylko tak pływam, że strach patrzeć. Strach, że się uduszę. No i przez całe życie pływałam tylko żabką, bo się bałam głowę włożyć pod wodę. A że mam ostatnio problemy z kręgosłupem, to lekarz kazał mi zrezygnować z siłowni i wziąć się za pływanie. Tylko jak tu pływać, jak ja się duszę, myślę sobie. Szukałam, szukałam w internecie i trafiłam na ofertę specjalną na gruperze. Zajęcia z pływania dla dorosłych - doskonalenie pływania kraulem, na grzbiecie, delfinem itp. Tutaj link. Bałam się bardzo, ale zaryzykowałam, wykupiłam i poszłam. Oczywiście byłam pewna, że już po pierwszych zajęciach stwierdzę, że to nie dla mnie i że się nie nadaję i żadnego pływaka ze mnie nie będzie. Okazało się jednak, że połowa osób w ogóle nie umiała pływać i uczyła się wszystkiego od podstaw. Od razu zrobiło mi się raźniej, bo wiedziałam, że nie będę ostatnia "w rankingu". Prowadzący zajęcia okazał się baaardzo wyrozumiały, wiedział, czego się boimy i jak te lęki pokonać. Był z nami w wodzie i pokazywał ćwiczenia, które mieliśmy robić - głównie pomagające prawidłowo oddychać i stosować właściwą technikę pływania. Jeśli ktoś by mi wcześniej powiedział, że takie zajęcia mi pomogą, to pewnie bym nie uwierzyła. Pokonałam lęk przed wodą i zrozumiałam, jakie błędy popełniałam podczas pływania. Człowiek myślał, że pływa jak ryba (no może oprócz tego, że się dusi), a tu nagle ktoś znajduje błąd na błędzie. Byłam tylko na czterech zajęciach, a pływam o niebo lepiej i co najważniejsze, nie męczę się. Trzeba po prostu zastosować inną technikę oddychania i poruszania się. Niesamowite... Piszę o tym po to, żeby Wam polecić tę szkołę. Nazywa się Szkoła Pływania Fregata Swimming i naprawdę warto się tam zapisać. Ja chodziłam na zajęcia w Poznaniu, ale możliwe, że w innych miastach są inne szkoły z taką samą ofertą. Gorąco polecam wszystkim, którzy boją się wody!