16.03.2015

Lala z kota

Uszyłam lalę z wykroju na kota i małpkę. Trochę przerobiłam głowę, dorobiłam włosy itp. Pierwszy raz w życiu szyłam lalkę i muszę przyznać, że to dużo trudniejsze od zwierzątek, bo one mogą wyglądać, jak zechcę, a lala jednak musiała mieć ludzką twarz;)

Przy okazji uwolniłam trochę tkanin i guziki, które od dawna czekały na swoje 5 minut;)







A wieczorami zszywam sobie heksagony:) Tak, tak, nadal jestem w gorączce patchworkowej:)



26.02.2015

Poduszka patchworkowa

Dzisiaj zaprezentuję Wam moją pierwszą patchworkową poduszkę. Powiększyłam przód, żeby pasował na poduszki, które dotychczas miałam na łóżku. Dużo się na tej poszewce nauczyłam. Niby taka mała, ale mnóstwo było przy niej pracy. Podziwiam osoby, szyjące kołdry albo narzuty. To dopiero musi być sztuka! Chciałabym kiedyś uszyć sobie taką patchworkową narzutę na łóżko, aczkolwiek obawiam się, że wówczas traktowałabym ją jak świętość i bałabym się na niej siadać, żeby jej nie wybrudzić. A domownikom na samą myśl współczuję;)

Tę poszewkę potraktuję jako wprawkę do dalszego szycia patchworków. Może nie wyszła idealna, ale dopiero zaczynam i jeszcze się nauczę. Najważniejsze, że spróbowałam, że dałam radę i że mam poduszkę, która zdobi mieszkanie. Bo ja to jestem taki bojak. Boję się, że nie wyjdzie, że nie umiem, że zmarnuję tkaninę itd. Sto tysięcy argumentów. Cieszę się, że sobie poradziłam:)

No i zapomniałabym o jeszcze jednym, bardzo ważnym plusie - wykorzystałam leżakujące skrawki materiałów. Różowy to pozostałość po jakiejś poszewce z lumpeksu, której kolor strasznie mi się spodobał i którą tylko dlatego kupiłam. Fiolet to pozostałość po kołderce dla Witka, a z czerwonego i białego miały być dwa lata temu skarpety na prezenty, ale się nie doczekały. Tak więc tkaniny żyją teraz nowym życiem i cieszą moje oczy:)


21.02.2015

Mój pierwszy patchwork - "lecące gęsi"

Wrzucam na szybko zdjęcie przodu poszewki, jaką uszyłam ze skrawków materiałów. Ogólnie jestem zadowolona z efektu, ale przygotowanie poszczególnych części zajęło mi mnóstwo czasu. Bardzo się starałam, żeby wyszły równe, wycięłam sobie z tektury szablony, a po zszyciu i tak się okazało, że nie były idealnie równe, bo niektórym trójkątom "wcięło łebki" i nie wszystkie linie się pokryły. Wkurzyłam się maksymalnie, jak to zobaczyłam, ale cóż, człowiek uczy się na błędach. Samo szycie było super i sprawiło mi wielką frajdę. To niesamowite, że z takich małych elementów nagle powstaje piękny wzór i kawał tkaniny. Złapałam bakcyla. Zastanawiam się nad kupnem specjalnej linijki do patchworków i noża krążkowego, który przyspieszyłby przygotowywanie skrawków. Jakie macie doświadczenie z takim sprzętem? Czy rzeczywiście udaje się wyciąć idealnie równe części?

Uszyty przeze mnie kwadrat ma wymiary 35 x 35 cm i będzie przodem jaśka. Zastanawiam się, czy nie powiększyć go trochę, bo moje poduszki na łóżko mają 50 x 50 cm i najbardziej przydałyby mi się poszewki w takich wymiarach. Pokombinuję jeszcze i wrzucę zdjęcia, jak uszyję gotową poszewkę.